MEN na kanon 2

Wczoraj pisałam o tym, że nie dopatrzyłam się na stornie MEN-u próby zamachu na kanon lektur. Widocznie specjalnie dla mnie i mnie podobnych rodziców, którzy muszą mieć czarno na białym pojawiła się dziś taka oto podstrona, na której można zgłaszać swoje propozycje nowych, lepszych lektur.

To, co obecnie czytają uczniowie podstawówek, nie sprawdza się. Wybierane przez część nauczycieli książki nie rozbudzają ciekawości ucznia, opisują nieznaną dziecku rzeczywistość sprzed kilkudziesięciu lat. Efekt? Nasze nastolatki nie czytają. Dorośli podobnie. Zmieńmy to. Wybierzmy lektury najmłodszych uczniów! Takie, które pokochają. Takie, dzięki którym pokochają czytać. Liczymy na uczniów i Państwa.

men

Powiedz mi co czytasz, a powiem ci kim jesteś.

MEN na kanon

czytDoznałam dziś lekkiego szoku odwiedzając stronę MEN-u. Rzadko to robię, jednak dziś chciałam osobiście się przekonać, czy informacja podawane przez niektóre portale o szykowanym przez MEN zamachu na kanon lektur jest prawdziwa. Rzeczywiście jest tam wiadomość o konkursie „Książki naszych marzeń”. Założeniem konkursu jest popularyzacja czytelnictwa wśród dzieci i młodzieży. Ani słowa o tym, że książki marzeń miałyby zastąpić istniejący kanon (choć oczywiście obserwując poczynania  ministerstwa można mieć takie obawy). Ponoć lektury są archaiczne, nudne, niedemokratyczne i wspierają stereotypy. Tak twierdzą redaktorzy z GW. Nie wiem, nie czytałam tego artykułu, cytuję za Lustrem Biblioteki. To co mnie zaszokowało na stronach Ministerstwa, to język wypowiedzi.  „Zasady są proste, a nagrody świetne” oraz „Nakręćmy się na czytanie!” Nie wiem czy strona jest kierowana do osób dorosłych: rodziców, pedagogów, czy do młodzieży. Z tego co obserwuję, wszystko ma być w wersji light. Od kanonu lektur zaczynając, a kończąc na języku używanym na oficjalnej stronie resortu edukacji…

Przewrotnie podaję naszą listę:
Mnich bez twarzy Fabian Lenk
Ślad prowadzi do akweduktu Fabian Lenk
kryminały Artur Conan Doyle, Agatha Christie
Chcę mieć przyjaciela Danuta Wawiłow
Książki kulinarne
Książki z okienkami i odgłosami
Węże i inne gady Susan Barraclough

Trylogia, Chłopi i Plastusiowy pamiętnik zostają bez względu na nowy kanon 😉

Życie czeka :)

Zaległości

Liczba zdjęć na moim aparacie wynosi 126, to znaczy, że dawno nie pisałam. Wybaczcie proszę. Ostatnie tygodnie poświęciliśmy na ostrą powtórkę materiału przed egzaminami.
Poniżej w telegraficznym skrócie kilka informacji o tym, co się u nas działo [oprócz powtórek].
Z Jasiem przygotowujemy się do jego wczesnej I Komunii Świętej. W minionych dniach mówiliśmy o sakramencie spowiedzi świętej. Pomocny okazał się lapbook robiony jeszcze z Basią i dla Basi.

Jasio odbył swoją pierwszą spowiedź pod koniec marca.

 Imieniny Mamy 🙂

Dzień nasz powszedni. Trochę angielskiego, trochę małej motoryki i chwila przerwy w nuuudnych zadaniach 😉
św. Józefa Oblubieńca NMP – dzieciaki przy pracy nad lapbookiem.
Przykład pracy w grupie 🙂
Od Wielkiego Czwartku w szkole mieliśmy przerwę świąteczną. Skończyłyśmy z Barbórką powtórki przed egzaminami i rozpoczął się dla nas czas Świętego Triduum Paschalnego. Dzieciaki były podziębione więc zrezygnowaliśmy ze zbiorowego uczestnictwa w uroczystościach w kościele. Poszli tylko ci zdrowsi. Reszta musiała się zadowolić transmisją radiową. Ale za to udało mi się wymknąć w Wielki Piątek i Wielką Sobotę na Jutrznię. Na schodach koscioła powitał mnie śliczny śniegowy zajączek 😉

 

Młodzież o szkole

Powyższe zdjęcie zrobiłam 5 września, podczas naszego pobytu w Pietrzykowie. Na asfalcie pojawiło się według świadków już 4 września rano… Jak wielka musiała być  frustracja tej młodej osoby… 
No cóż, bywa pod górkę ale mimo wszystko cieszę się, że mamy ed 🙂

 

po przerwie

Wracam po awarii komputera, Niektórym już się „chwaliłam” tą radosną wiadomością, że padł mi dysk twardy w komputerze. Dzięki uprzejmości pana Krzysztofa mogę już korzystać z komputera. Mam nowy dysk i nowy system operacyjny, niestety wszystkie moje dane przepadły. Również zdjęcia… Zła jestem na siebie, bo przestałam robić kopie zapasowe i proszę bardzo… Było, przepadło i nie ma.
Ciężko  mi się pisze…. Straciłam moje bloggerowe notatki, ale na szczęście ocalały zdjęcia, które zostały w aparacie.
Końcówka maja to czas białego tygodnia Jadzi. To ciepłe dni i pierwsze posiłki w ogrodzie pod jabłonką. Szkoda, że nie widzieliście jak wiele miała kwiatów. Teraz obserwujemy jak rosną i dojrzewają jabłka. To podobno stara, polska odmiana jabłoni, podejrzewam, że może to być kosztel lub cukrówka litewska. Jabłka są ponoć wyśmienite na szarlotki, ale także do suszenia. Czekamy z rosnącą niecierpliwością.
Pod koniec maja wybrałyśmy się z Dziewczynkami na wieczorny spacer. Znalazłyśmy ukryty między blokami pomnik Janusza Korczaka. Była to dla nas doskonała okazja do porozmawiania na temat Starego Doktora i jego całkowitego poświęcenia się, oddania swoim podopiecznym. Dziewczynki szczególnie zwróciły uwagę  na jedną z sentencji na kolorowych kartkach umieszczonych wokół pomnika przez dzieci z pobliskiej szkoły.

Rozmawiałyśmy także o tym, że dziecko jest bardzo ważną osobą i posiada swoje prawa. Oczywiście poza prawami posiada także swoje obowiązki, o czym dla przypomnienia mówił także Janusz Korczak, a co mam wrażenie przeglądają podręczniki dzieci jest całkowicie pomijane. Zajrzyjcie proszę tutaj. Znajdziecie tekst co prawda błędnie przypisywany Korczakowi jednak świetnie oddający zasadę myśl pedagogiczną Starego Doktora.

Świętowanie Dnia Dziecka przeciągnęło się u nas do trzech dni 🙂 Już w końcu maja Dziatwa otrzymała prezent od Babci i Dziadka. „Zamek”, który stanął w naszym ogrodzie.  Dostali także kilka pomocy edukacyjnych m.in. kopalnię minerałów, układ słoneczny, zestaw do badania struktury ziemi, zestaw do krystalizacji itp. Jako pierwsze Dzieciaki zabrały się za kryształy, nie mal równocześnie zrobiliśmy krótki pokaz ‚wulkaniczny’ oraz mówiliśmy o tornadach. Krótkie eksperymenty dały nam punkt wyjścia do omówienia, częściowo przypomnienia sobie struktury Ziemi…

cdn…

Do poczytania

Przeczytajcie wszyscy, którzy zastanawiacie się nad posłaniem swojego sześciolatka do I klasy. Lektura obowiązkowa!

Potop

Wakacje w pełni, a w Domku pod Lasem potop. Tym, którzy są z nami od dłuższego czasu przypomnę tylko że woda pojawiła się w piwnicy i garażu tuż przed Świętami Bożego Narodzenia, a potem było już tylko gorzej.
Przed Wielkanocą byli strażacy, którzy wypompowali wodę. Jednak woda wróciła, a po wczorajszej nawałnicy jest jej rekordowo dużo.
Jeszcze w zeszłym miesiącu Benio dryfował na styropianie po garażu, 
jednak po dzisiejszym artykule w Gazecie Stołecznej wyraźnie widzę jak bardzo jest to niebezpieczne. 
W związku z tym, zdecydujemy się na przyśpieszoną ewakuację. Żal mi opuszczać to miejsce i Przyjaciół, których tu poznałam.
A propos artykułu. Są tacy, którzy uważają, że nie jest to zdarzenie losowe, że ludzie którzy tracą tu dobytek całego swojego  życia [uprawy, łąki i ogródki przydomowe pod wodą] sami są sobie winni, bo budowali się na terenach zalewowych. Rozmawiałam z sąsiadami, którzy mieszkają pod Puszczą od dziecka, siedemdziesiąt, a czasem osiemdziesiąt lat, mówili, że bardzo dawno pamiętają mokradła w Puszczy, ale potem przez blisko pięćdziesiąt lat było sucho. Jak można było przewidzieć, że akurat w 2011 będzie wielka woda? Mieszkańcy nie mogą liczyć na odszkodowania… 

Wiewiórka na prądzie…

… Chudy Leo[n] oraz Bracia K. Tyle się dzieje w Domku pod Lasem. Ślicznie wyczyszczoną piwnicę zalały spadające z chmur potoki wody. Wszystko rozkwitło wybuchło i jest pięknie i pachnąco i komarowo tnąco 🙂
Zacznę od środka, bo pewnie ciekawią Was te nagłówki. 
Oto historia Chudego Leo[n]a: Pewnego dnia Dziadek poszedł wytrzepać obrus. Wrócił bardzo szybko nieco blady z dziwną wiadomością: – Masz na podwórku drugiego Leona. Zdziwiłam się bardzo, pomyślałam że Dziadek robi mi spóźniony żart prima aprilisowy. Ale ponieważ mój Tata uparcie trwał przy swoim, poszlam sprawdzić. Jakież było moje zdziwienie, gdy mimo zamkniętyej bramy ujrzałam na trawie dwa goldeny. Oba śliczne kremowe podobne do siebie, jednak nieodmiennie kojarzyły mi się z Flipem i Flapem. Ten gruby to oczywiście nasze Psicho [lekarz zalecił powrót do miasta jako terapię odchudzającą], ten drugi zaś był tak chudy, że sterczały mu kręgi. Napoiliśmy go, odpoczął chwilę i stanął przy bramie dając znać, że chciałby ruszyc dalej w drogę. Wypuściliśmy go, jednak po kilku dniach wróćił. Raz nawet przespał u nas godzinę. Za każdym razem wyrusza jednak w dalszą drogę…
Z wiewiórką sprawa ma się nieco inaczej. Otóż już wczesną wiosną moja Mama zaobserwowała wiewiórkę, która zbierała patyki na gniazdo. Z tego, czego nauczyłam się w szkole wiem, że wiewiórki raczej mieszkają w dziuplach, dlatego osobnik z rudą kitką, zbierający gałązki i znikający z nimi na najbliższej jodle wydał się nam mocno podejrzany. Sprawa stała się nieco bardziej jasna, gdy któregoś dnia dzieci zawołały: „Mamo, mamo! Wiewiórka na prądzie!” Podejrzaną wiewiórkę udało mi się przyłapać na gorącym uczynku. 
Bracia K. zas to dwa przemiłe kociaki, które ktoś nam podrzucił. Figlom Filemonów nie ma końca. Zobaczcie sami.

Z OSTATNIEJ CHWILI:
Basia otrzymała oficjalnie świadectwo ukończenia I klasy. HURA!

Blogoexpress

Zawiesiłam się w pisaniu. Przepraszam bardzo. Pewnie jesteście ciekawi co u nas. Dużo się dzieje. 
Postaram się chronologicznie:
1. Zmarła Babcia Marianna. Wszystko stało się tak szybko. Jeszcze rozmawiała z Mężem przez telefon i nagle źle się poczuła. Dwie godziny później była w szpitalu. A dwa dni później zmarła. Chwiałabym w przyszłości napisać dłuższy post o tej dzielnej niewieście, bo dużo Jej zawdzięczam.
2. Basieńka ma już egzaminy za sobą. Udało się nam bezpiecznie dojechać do Krzyżówek, zdać i wrócić. Tu rónież planuję napisać oddzielny post szczególnie dedykowany tym, którzy zastanawiają się jak zdawanie egzaminów w Krzyżówkach w klasach1-3 wygląda. 
3. Zaczął się remont naszego nowego domu. Dzięki Basi-Projektantce i p. Michałowi, który jest głównym wykonawcą z optymizmem patrzymy w przyszłość. Teraz póki jeszcze maleńka Łucja mieszka pod moim sercem, wybieramy mnóstwo różnych rzeczy: gresy, parkiety, farby itp. itd.
4. Łucja nadal przebywa w swoim bezpiecznym lokum, choć coraz częściej daje sygnały świadczące o gotowości wyjścia z ukrycia. Czekamy już z niecierpliwością.
Tyle w wielkim skrócie. Wybaczcie mi proszę te lakoniczne wypowiedzi, mam poczucie ciągłego braku czasu. Będę pisać.

Reaktywacja

Jak ten czas pędzi… Dopiero teraz zorientowałam się, jak dawno nie pisałam. Przepraszam bardzo. Dużo się u nas dzieje ostatnimi czasy. Pożegnaliśmy stare mieszkanie na Ursynowie. 13 lutego minęło 7 lat od naszego wprowadzenia się. Ciekawie było zobaczyć mieszkanko odnowione, pachnące jeszcze farbą, tak jak siedem lat temu. Dzieciaczki sprawdziły wszystkie kąty [wymiecione] i Basi zrobiło się trochę przykro. Bynajmniej nie z powodu opuszczenia Ursynowa, ale z powodu składanego biurka, które jeszcze w starym mieszkaniu zostało. Dla równowagi pojechaliśmy także do nowego domu. Tu bardzo Dziatwie podobał się pokój, który docelowo będzie klasą oraz łazienka z wanną. W piątek czeka nas spotkanie z  projektantem/architektem w celu omówienia szczegółów remontu. Jednak jeszcze nie planuję szczegółowo koloru ścian ani wystroju wnętrz. Teraz koncentruję się na szkole i przygotowaniu Basi do egzaminów. 
Zostało 46 dni…

Pomocnica

Myju, myju, chlastu, chalstu nie mam rączek jedenastu
Tylko dwie mam łapki małe, do zmywania doskonałe…

Dryf piwniczny

Wszytko było by super gdyby nie przedświąteczna odwilż. Od początku ocieplenia wiedzieliśmy, że będzie źle. Zastanawialiśmy się tylko jak źle będzie.
W pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia przyszedł z piwnicy Mąż i powiedział, że wzbudził falę w związku z którą wieli niebieski worek z papierami do recyklingu zacząl  dryfować. Rzeczywiście dryfuje…  U nas jest jeszcze mało wody. Sąsiad ma zdecydowanie więcej…

Życzenia

Życzę wszystkim Drogim Czytelnikom zdrowych, spokojnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia. 

Domowa Piekarnia

Domek pod Lasem ma szereg zalet. Jedną z nich jest to, że możemy tu sami piec chleb. Nikomu się nie chce chodzić codziennie po bułki, a po przeczytaniu etykietek na chlebkach w folii jakoś  apetyt na nie maleje. Tak więc wróciliśmy po kilku latach przerwy do naszego zwyczaju wypiekania chleba. Z początku piekłam chlebki w automacie. Prosta metoda i niewymagająca dużo pracy. Ot, wrzucić wszystko do formy i nacisnąć przycisk.
Jednak ostatnio poczuliśmy ochotę na coś dobrego. I tak w zeszłym tygodniu upiekłam chałkę. Oczywiście Dzieciaki pomagały. Fajnie wyszła, ale jak na mój gust była zbyt zbita i za mało słodka. Za to Jadzi smakowała. W tym tygodniu wypróbowałam inny przepis na tą słodką bułeczkę i wyszło tak jak powinno było. Chałka jest leciutka i słodka tylko Jadzi nie smakuje. W tak zwanym międzyczasie nastawiłam zakwas na prawdziwy chleb. 
Tu na zdjęciu widok na drugi dzień.
 
 A tu po upieczeniu. Chlebek jest dość płaski, ale i zakwas jeszcze młody. Za to jak smakuje…

Leo[n] Terapeuta

Nasza wesoła gromadka powiększyła się o jeszcze jednego lokatora. To niemłoda już dama, kocia dama. Przyjechała do nas by podratować swe kocie siły. Po utracie wieloletniego kociego przyjaciela bardzo podupadła na zdrowiu i fizycznym i psychicznym. Straciła apetyt, przestała dbać o futerko. Wierzymy w moc dogoterapii. Naszemu Kotu, który chorował na raka Leo pomógł przetrwać jeszcze kilka miesięcy, choć miała odejść szybciej.
I w tym przypadku widzimy jak Kluska nabiera sił i apetytu. Pierwsze dni spędzał tylko na górze, nie chciała schodzić na dół. Po paru dniach odważyła się sprawdzić co jest na dole, odkryła szkolę i kuchnię, która stała się jej ulubionym miejscem przesiadywania. Z Psem -Leo[nem] znali się już wcześniej, z ‚wyjazdowych pobytów’ Leo u Dziadków, więc o relacje kot-pies byliśmy spokojni. Bardziej dają się jej we znaki dzieci, które mają dla niej tyle dobrych uczuć, że aż jak to się mówi ‚zagłaskałyby ją na śmierć’. W każdym bądź razie. Kluseczka nabrała apetytu, zaokrągliły się jej boczki. Przy okazji zaczęłam wyczesywać jej kołtunki. Chyba jest za to wdzięczna, choć jeszcze nie widziałam by sama się myła. Myślę, że wygląda lepiej i czuje się lepiej. Jesteśmy na dobrej drodze… 🙂

Mamo! Śnieg pada!

Pada, oj pada. Pięknie jest na zewnątrz tylko zastanawiamy się, czy Tatuś do nas dojedzie przez zaspy. Pan z warzywami pewnie nie dojedzie, bo już dwa tygodnie temu zapowiedział, że jak będzie padało, to nie przyjedzie. Póki co się nie martwimy. Spiżarka zaopatrzona po brzegi, podobnie jak zamrażalka. Woda nam nie zamarza, prąd jest i drewno do kominka jeszcze na trochę starczy. Nie mogę oderwać oczu od widoku za oknem. Iście narnijski krajobraz. Rozmarzyłam się. 
Dzieciaki nie wytrzymały w domu i poszliśmy sprawdzić jak to jest, gdy sypie w oczy. Wróciliśmy do domu po niecałej pół godzinie, a  może nawet po kwadransie. Przemoczeni, ale szczęśliwi. Zawsze zimą podobały mi się powroty do domu i  pierwszy łyk gorącej herbaty, i to rozchodzące się po całym ciele ciepło. Nadal to lubię.
A na deserek zapraszam do zeszłorocznego posta o zimie. Można tam znaleźć odnośniki do śnieżynkowych stron. Zima! Zima!

11 listopada

Dwa lata temu z okazji Narodowego Święta Niepodległości zrobiliśmy rodzinny teatr o tym wydarzeniu. Dla przypomnienia można go sobie obejrzeć tutaj: Święto Odzyskania Niepodległości. W tym roku TiPaJe nic nie wystawiło. 
Ale za to gościliśmy Chrzestnego naszego Benia wraz z Córeczkami. Niestety Mama i mały Jaś nie dojechali z powodu choroby. Pozdrawiamy i życzymy dużo zdrowia.

Nowy post

Pieniążek

Dziś Jadziulek przygotował nam niespodziankę. Połknęła pieniążek. Przyjechało pogotowie po 25 minutach i dr stwierdził, że skoro połknęła to należy poczekać jak pieniążek wyjdzie drugą stroną. Należy jedynie dać Jadziulkowi chlebek i coś tłustego, no i może poskakać. W związku z zaleceniami lekarskimi Dzieciaki dostały bitą śmietanę, Jadzia oczywiście podwójną porcję (Której nie dojadła, bo była za tłusta) i poskakała. To doświadczenie nauczyło Dzieci, że nie wkłada się do ust niczego co nie jest jedzeniem.

Bye, bye Ursynów

Wreszcie nadszedł  moment, na który długo czekaliśmy. Przeprowadzka. Od zeszłego tygodnia pakujemy różne rzeczy, w tym tygodniu pakowanie przyśpiesza. W sobotę przeprowadzamy się do nowego, choć tymczasowego lokum. Szkoła oczywiście nie działa. Mamy już puste regały. Większość podręczników i pomocy jest już w „Domku pod laskiem”. Bałagan jest niemiłosierny, co niestety rzutuje na zachowanie Dzieciaków. Wyjechały już także zabawki. Pozostały jedynie najukochańsze pluszaczki i kilka układanek dla Beniusia. To wprost niesamowite ile  rzeczy udało nam się zgromadzić w ciągu tych kilku lat mieszkania na Ursynowie. Jutro ciąg dalszy pakowania. Zostały ubrania, szkło, „kuchnia” i „chemia”… Oczywiście Rodzice zaangażowali się w pomaganie. Dziadek zajmuje się Dziatwą, a Babcia pomaga mi pakować wszystko do pudeł. Tu nasi nowi sąsiedzi okazali się bardzo pomocni, gdyż po ich przeprowadzce zostało mnóstwo pudeł, które nam oddali. Niestety są już także pierwsze ofiary przeprowadzki. Babcia się przepracowała i uszkodziła sobie biodro. 😦

Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: